CZAS MOSINY
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

Kalendarz wydarzeń

Drukuj PDF Wyślij link

Wspomnienia z Londynu - część I

Małgorzata Kaptur/ Magdalena Naumowicz-Napierała: 18.02.2012

Mosina to nie tylko problemy i sprawy do załatwienia. Mosina to przede wszystkim ludzie, ci którzy tu mieszkają od urodzenia i ci, którzy osiedlili się całkiem niedawno. Oni są nadzieją dla naszej gminy. Wielu tych "nowych"  poznałam  przy okazji sprawy "spalarni opon". Są wykształceni, mają poczucie własnej wartości, nowe spojrzenie na Mosinę i silną potrzebę zmian. Oni wiedzą, że może, że powinno być inaczej, że chcieć - to móc.
Dzisiaj rozpoczynamy na naszej stronie cykl artykułów pisanych przez  mieszkańców naszej gminy. Pani Magdalena i jej mąż  pochodzą z Poznania, 10 lat spędzili w Londynie, w Mosinie, w rejonie Gałczyńskiego, niedawno wybudowali swój dom...

                     WSPOMNIENIA Z LONDYNU

                 Pierwszą rzeczą którą pamiętam z mojego 10-letniego pobytu w Londynie było to, że na wiele rzeczy reagowałam uniesionymi ze zdziwienia brwiami. Prawie codziennie odkrywałam coś nowego, zaskakującego lub szokującego. Tego nawyku zdziwienia nie pozbyłam się aż do końca. Scenki rodzajowe z tegoż wyjazdu stałyby się pożywką do napisania całkiem opasłej książki. Doświadczyłam wielu wspaniałych, życiowo cennych podróży. Podróży do ludzkich emocji, potrzeb i pragnień. Do wyzwań i rozczarowań. Do kulinarnych wariacji, biznesowego podejścia rodem z City oraz wielu (rozrzuconych po świecie) przyjaźni. I o tym mam zamiar pisać.

Życie nauczyło mnie pokory, dystansowania się do wielu trudnych spraw w myśl zasady zrobienia 'dwóch kroków w tył’ i ogarnięcia całej, szerszej perspektywy problemu. Zawód, który wykonywałam dał mi (pisząc kolokwialnie) ‘w kość’. Stoczyłam walkę z samą sobą, nauczyłam się słuchać tego, co ktoś ma mi do powiedzenia a nade wszystko włożyłam sporo wysiłku w zrozumienie drugiego człowieka.

Nie było jednak łatwo…

Rozpoczęłam pracę w Great Ormond Street Hospital w Londynie, znanym i cenionym szpitalu utrzymywanym z darowizn. Było to nie lada wyróżnienie i, co oczywiste, bardzo chciałam się wykazać (wykonywany zawód: manager w firmie sprzątającej). Standardy czystości pozostawiały wiele do życzenia a ja miałam zarządzać grupą około 150 osób z 12-stu różnych krajów. To zróżnicowanie kulturowe samo w sobie budziło sporo emocji, a wspomniana już przeze mnie pokora i dystans (czasem też liczenie do 10-ciu) pozwalało nie zwariować.

A jak tu nie stracić zdrowego rozsądku kiedy: Patrick ma spotkanie z dentystą z NHS (National Health Service – odpowiednik naszego NFZ-tu), gdzie leczy swojego jedynego zęba w górnej szczęce, bo tylko jeden mu pozostał. Miałam silne obawy, czy NHS podoła temu zadaniu i ocali tym samym uroczy uśmiech Patricka, ale wolne dać musiałam. I poszukać zastępstwa.
Bola jest muzułmanką, zagorzale modli się 5 razy dziennie w Multifaith room-ie (tzw. Pokój Wielowyznaniowy), co oznacza, że przy jej 10 godzinnym kontrakcie łącznie nie ma jej przez 1,5 godziny tam, gdzie być akurat powinna. Czyli: na zastępstwo kogoś wysłać muszę.
Nikt nie chce pracować w Milk room-ie (gdzie przygotowują butelki ze sztucznym mlekiem), bo zapach mleka odrzuca. Pilnie poszukiwane zastępstwo!!! Daniel jest jak robot, jego nazwisko można znaleźć w pięciu rożnych miejscach na wykazie pracowników, i właśnie dzisiaj zadzwonił, że miał wypadek samochodowy. Co robić? Z pustego to nawet Salomon nie naleje…

Typowy dzień? Nie, ale miał miejsce i dał mi w kość. Przeżyłam dzięki zasadzie ‘Take it easy’ i jak to mawiają, jeśli się w życiu nie śmiejesz – to płaczesz, a płacząc nie dojdziesz donikąd (if you don’t laugh – you cry, and crying get you nowhere). Łatwiej jest zdystansować się do tego, co przynosi dzień, z uśmiechem. Przetrwałam, bo rozpoznałam istotę problemu, potrafiłam go określić. A to już połowa sukcesu. Za każdym problemem stoi inny człowiek. Każdemu należy dać tę samą szansę na wyartykułowanie go. Moja koronna zasada: to człowiek ma problem a nie problem tkwi w człowieku.

Dla wyjaśnienia: Partick nadal leczy swojego zęba, ma wolne raz w miesiącu, Bola nie zmieniła wyznania, Daniel powrócił do zdrowia a w Milk Room-ie zatrudniona została Gosia, z Polski, i jest z tej pracy szalenie zadowolona.

                                                                                           Magdalena Naumowicz-Napierała


Komentarze



Karolina
2012-03-25 16:52:13
Też byłam w Londynie, ale nie znalazłam takiej odpowiedzialnej pracy, niestety. Dwoletni pobyt za granicą był dla mnie jednak dużą szkołą życia. Pozdrawiam p. Pani Magdo.
Anna Cz.
2012-02-19 13:35:06
To dobry pomysł. Może się lepiej dzieki temu poznamy. Pozdrawiam Panią i Panią Magdalenę. Ciekawy artykuł. Wśród nas jest wielu "Londyńczyków". Praca za granicą jest niezłą szkołą życia. Może jeszcze ktoś opowie o swoich doswiadczeniach?