CZAS MOSINY
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

Kalendarz wydarzeń

Drukuj PDF Wyślij link

Holenderka z Rogalina

Piotr Wilanowski: 10.07.2013
W ostatnim numerze "Czasu Mosiny" ukazała się opowieść o porcelanowej figurce z rogalińskiego pałacu, która została wywieziona do Niemiec przez komendanta szkoły Hitlerjugend i kilka lat temu wróciła do Rogalina.
Może ktoś jest w posiadaniu przedmiotu, który ma również niezwykłą historię? Zachęcamy do podzielenia się z nami swoją opowieścią. (MK)

Nie wiadomo, kiedy do pałacu Raczyńskich w Rogalinie dotarła wykonana na początku XX wieku mała (14 cm) porcelanowa figurka Holenderki. Była to zapewne pamiątka z wakacji lub drobny prezent dla któregoś z domowników.

Spokojne lata przerwał wybuch II wojny światowej i okupacja niemiecka. Pastwą zniszczeń, planowych rekwizycji, licznych drobnych lub większych grabieży, pada wówczas wiele przedmiotów pałacowego wyposażenia. Część pałacu administracja niemiecka przeznaczyła na siedzibę szkoły Hitlerjugend. Figurka niezauważona przez nikogo trwa w przepastnych szufladach mebli salonu owalnego. W roku 1944 pierwszy komendant szkoły Egon Schwanz, oddany nazista, postanowił ratować ojczyznę i dobrowolnie zgłosił się na front wschodni wyznaczając na swoje stanowisko Oswalda Reicherta, w okresie okupacji mieszkańca pobliskiego Puszczykowa zakwaterowanego u polskiej rodziny. Mimo młodego wieku (25 lat) nowy komendant starał się sprostać powierzonym obowiązkom. Zafascynowany przyrodą i krajobrazem Rogalina wykonywał też liczne fotografie. W styczniu 1945 roku, w obliczu nieuchronnej klęski Niemiec, tuż przed nadciągającymi oddziałami radzieckimi, zarządza bez rozkazu pospieszną ewakuację swoich wychowanków. Przed opuszczeniem pałacu wchodzi do ograbionego salonu owalnego. Zagląda do szuflad jedynego pozostawionego mebla i odnajduje figurkę Holenderki, którą jako pamiątkę, a może nawet talizman zabiera ze sobą do Niemiec. 

Upłynęło wiele lat. Figurka, stojąc na stoliczku nocnym u wezgłowia łóżka, od dłuższego czasu towarzyszy ciężko chorej żonie. Stale przychodząca pielęgniarka musiała wziąć wolne. Jednorazowa zastępczyni nieszczęśliwie rozpoczęła wizytę od pytania, – „Jakiego wyznania są gospodarze, czy są katolikami czy protestantami? Zdumiony pan Reichert zapytał – czy od udzielonej odpowiedzi uzależniony jest proces leczenia, czy może dla katolików są inne zastrzyki niż dla protestantów? Wzburzona pielęgniarka zaczęła dyskutować, gestykulować rękami, co ostatecznie doprowadziło do potrącenia nocnego stoliczka, upadku i stłuczenia figurki. Na szczęście gospodarz pieczołowicie pozbierał wszystkie części i schował do pudełka.

Po śmierci żony Oswald Reichert wybrał się do Polski, by zmierzyć się z przeszłością. Trafił również do Rogalina. Jak relacjonował, nieuprzejmie potraktowany w Majątku Rogalin, pełen obaw udał się do pałacu. Kustosz p. Joanna Nowak występując początkowo w roli tłumacza szybko zorientowała się, że ma do czynienia z osobą, która była w pałacu w czasie wojny. Pan Reichert dużo ostrożniej przyznawał się do swojej przeszłości. Przypadkowe spotkanie przerodziło sie w wieloletnią znajomość. W jej wyniku Muzeum uzyskało klisze i fotografie Rogalina oraz bezpośrednią relację z czasów okupacji. Pod koniec życia Oswald Reichert postanowił przekazać do pałacu to, co zabrał ponad 60 lat temu. I tak figurka Holenderki powróciła na swoje miejsce.

Załączona fotografia to nie tylko ilustracja zaklętego w przedmiocie urokliwego piękna, to również dowód kunsztu muzealnych konserwatorów, którzy tak doskonale złączyli w całość liczne części. Dla wzbogacenia pałacowej ekspozycji, a może również w celu zrekompensowania długoletniego, nietypowego „użyczenia” do figurki pan Reichert dołączył cenne obiekty z XIX wiecznej porcelany (piękny talerzyk z panoramicznym krajobrazem i miśnieński komplet śniadaniowy z wzorem cebulowym).

Mam nadzieję, że magia tej figurki działa nadal, może niewinnie opuszczone powieki pięknej Holenderki sprawią, iż do pałacu powrócą inne przedmioty „rozproszone” po wojnie wśród okolicznej ludności.

Historia Oswalda Reicherta to opowieść o wieloletnim zmaganiu się z własnym sumieniem. Nie wiemy ile złego uczynił w czasie II wojny światowej, niewątpliwie stale obecna w jego otoczeniu figurka, przypominała mu te lata. By koszmar wojny nie poszedł na marne, warto jeszcze dziś zastanowić się nad wielowymiarowością ówczesnych zdarzeń. Oswald Reichert mógł wymyślić dla siebie tysiąc usprawiedliwień, tak jak zapewne czynił to przez wiele lat swojego życia. W końcu jednak przełamał się i uczynił krok do przodu. Pokazał w ten sposób, że dobrym gestem można wzbudzić uznanie. A może nawet odzyskać spokój sumienia?

 

Figurka jest własnością Muzeum Narodowego w Poznaniu.

fot. 2x P. Wilanowski


Komentarze