CZAS MOSINY
Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

Kalendarz wydarzeń

Drukuj PDF Wyślij link

O mosińskich mostach i moim ojcu…

 Eugeniusz Ludek - mieszkaniec Mosiny  w latach 1935 - 1972.
Wspomnienie z czasów wojny

 Wysadzenie i naprawa mostu

Byłem z moim kuzynem Bolesławem Kowalskim ostatnim przechodniem, który widział most betonowy chwilę przed wysadzeniem. Na moście, po obu stronach, stały na chodniku duże, zielone skrzynie z kostkami materiałów wybuchowych. Chciałem z kuzynem dostać się z Rynku na drugą stronę kanału. Na moście było kilku żołnierzy niemieckich. Spytaliśmy, czy możemy przejść. Kazali nam szybko biec środkiem mostu. Żołnierze natomiast biegli do bramy piekarni p. Szymańskiego.
Biegliśmy szybko i kiedy byliśmy przy willi Arlta (Kokotek) nastąpił wybuch. Huk był bardzo silny, a drobne kamienie latały wokół nas.
Pamiętam też naprawę tego mostu. Zarwany most złożył się w kształcie litery „V”. Żeby można było przemieszczać się po nim, zostały wrzucone kłody zgodnie z nurtem kanału. Woda przepływała między kłodami. Na te kłody położono grube deski (tzw. blochy) jak tor kolejowy i po tych jakby szynach jechały czołgi i samochody rosyjskie w stronę ulicy Leszczyńskiej. Obok tej prowizorycznej przeprawy od strony zachodniej nad sama woda była szeroka na 1 metr kładka dla pieszych bez poręczy. Niedaleko mostu (ok. 30 m) w przeręblu Niemki i VD w lodowatej wodzie (styczeń 1945) prały bieliznę, najprawdopodobniej szpitalną. Pilnował je żołnierz rosyjski.

Most Arlta był używany przez wozy i samochody rosyjskie. Pewnego razu wjechał na niego ZIS-5 z drewnianą szoferką i most się zarwał. Jechał w stronę rynku. Zablokował się między przyczółkami z czerwonej cegły. Okazało się, że pod plandeką wiózł połcie słoniny. Rosjanie wyrzucali ją na śnieg.
Gromadka dzieci, a wśród nich również ja, przyglądała się temu z ogromnym zaciekawieniem. I wtedy o dziwo jeden z rosyjskich żołnierzy kazał nam zabrać sobie po jednej sztuce tej słoniny. W domu była ogromna radość z tej zdobyczy. Byliśmy z matką sami i trzeba było sobie jakoś radzić.

Wspomnienie o ojcu

Ojciec był w obozie. Wrócił dopiero we wrześniu 1945 roku. Do tego czasu był w amerykańskim szpitalu. W chwili wyzwolenia ważył 36 kg (łącznie z protezą nogi). Nogę stracił pod Verdun w 1917 roku.

W 1939 roku ojciec pracował w Dyrekcji PKP w Poznaniu. Pracownicy z rodzinami zostali ewakuowani do Jarosławca, a potem do Brześcia nad Bugiem. Po wkroczeniu Niemców do Brześcia wróciliśmy do Mosiny. Nasze mieszkanie było już zajęte przez Niemców. Zamieszkaliśmy przy ulicy Hallera. Mieszkanie w czasie okupacji zmienialiśmy cztery razy. Stale nas wyrzucali. Ostatni raz na Nowe Krosna. Mieszkaliśmy razem z pp. Różańskimi. Witek (poeta) był wtedy małym chłopcem.

Mój ojciec pracował wtedy przy budowie „grajzerówki”, jako magazynier. Zajmował się też kolportowaniem prasy podziemnej. Po wsypie mosińskiej akurat w swoje urodziny, 17 lutego 1943 roku, został aresztowany. Z domu zabrał go żandarm niemiecki. Prowadził go na dworzec. Szedłem obok ojca. Na dworcu pożegnałem się z nim. Żandarm z ojcem odjechali do Poznania.

Dom Żołnierza, Fort VII, Młyńska, obozy koncentracyjne. Ojciec nigdy nie mówił nam, co przeżył.
Wrócił, jak już wspomniałem we wrześniu 1945 roku. Pewnego dnia przez okno zobaczyliśmy jak idzie jakiś biedak. Okazało się, że to był mój ojciec. Matka z ogromnego napięcia i wrażenia zemdlała.

Ojciec podjął pracę w DOKP Poznań. Pracował tam do emerytury. Udzielała się w ZBWP i ZBOWiD, był radnym w MRN. Miał dusze społecznika. Zmarł 7.08.1967 r. Pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Mosinie.

Most Budzyński i śluza w Krosinku

Most był uszkodzony, na środku były same dziury. Można było jednak przejść na drugą stronę z boku, przy poręczy. Za mostem była gorzelnia i tam znajdowała się kuchnia polowa. Zaglądaliśmy tam i żołnierze rosyjscy zawsze dali nam coś do zjedzenia. Rosjanie lubili dzieciaki. Często słyszeliśmy „ U mienia toże takoj synok”.

Za majątkiem na drodze do Krosinka stał rozbity wóz niemiecki z granatami. Widziałem jak żołnierz rosyjski rzucał te granaty z mostu budzyńskiego do kanału i głuszył ryby.

Na kanale w Krosinku była śluza. Po niej przechodziłem do szkoły niemieckiej (z Nowego Krosna do Krosinka). Było to przejście zabronione, ale był to duży skrót drogi. Szło się po szynie pojedynczej 2 metry nad wodą.

Tyle utrwaliło się w mojej pamięci o tamtych czasach.

Eugeniusz Ludek
  


 

MOSIŃSKIE MOSTY - JACEK SZESZUŁA

artykuł "Wysadzono most i co dalej" str.82  "Mieszkańcy Ziemi Mosińskiej w czasach wojny 1939-1945 cz. 1 " 
BIBLIOTEKA ZIEMI MOSIŃSKIEJ

STR. 83

Most na Budzyniu - dokończenie


Budulca dostarczyły miejscowe tartaki, stanowił drewniana konstrukcję pod kier. inż. Bertranda i Andrzeja Zabla. W latach 60. pełnił bardzo wazna funkcję w czasie budowy nowego mostu przy ulicy Niezłomnych.  Przez podwórze majatku Budzyń i dalej przez drewbniany most i ulicę Łazienną przebiegał główny trakt komunikacji autobusowej, samochodowej i konnej, do czasu oddania do uzytku nowego mostu. W okresie późniejszym znaczenie tego mostu malało. Most powoli niszczał. Pod koniec lat 60. został podpalony i częściowo spłonął. To, co po nim pozostało, słuzyło jako kładka dla pieszych.
Na początku lat 70. ze wzgledów bezpieczeństwa został rozebrany.

Obecnie przygotowana jest realizacja w tym miejscu kładki dla pieszych.

Pod koniec lat 80. powstał na kanale nowy most przy ulicy Mostowej.


Komentarze



Do goscia
2014-10-27 16:38:54
Pan Bertrand byl miszkancem Mosiny. Pracowal w Poznaniu w Biurze Projektomym Bud. Przemyslowego pryz ul. Ratajczaka. Do konca zycia mieszkal w bloku przy ul. Sowinieckiej 46 na i pietrze cHYBA JEGO PROJEKTRM JEST BRAMA CMENTARNA
Przypadkowy gość
2014-10-27 15:48:30
"pod kier. inż. Bertranda" - kim był i skąd pochodził p. Bertrand? Czy pochodził z Mosiny? Jak miał na imię?
taboret
2014-02-19 16:39:53
Przepraszam . W ostatnim zdaniu :Ma być PANA ojca.
taboret
2014-02-19 16:36:06
Wypada podziękować za ten opis o mosińskim moście i jego losach i chociaż znałem z opowiadań to ten szkic uzupełnił wyobrażenie prowizorycznym uruchomieniu przeprawy na drugi brzeg.( o ile dobrze kojarzę to pamiętam pani ojca z ul Wawrzyniaka) Pozdrawiam :)